Po prawie 1,5 roku przerwy w rolnictwie czas spróbować raz jeszcze. Do zagospodarowania 15 hektarów- już obsianych pszenicą jarą odmiany Łagwa. Nie znam się, ale jak dla mnie 250 z ł za 100kg tego cuda to trochę dużo. Potrzeba tego 230 kg na hektar i już łątwo obliczyć ile kosztowało ziarno. Nawóz drugie tyle. Całą dotacja będzie niższa niż cena ziarna i nawozu. Ziemia piaszczysta więc nie wiadomo co z tego wyrośnie i czy w ogóle wyrośnie. Poczytałam rózne badania dotyczące zbiorów zbóż w ostatnich latch i wynika z nich, że osiągnięcie zbiorów pszenicy na poziomie 8t/ha nie jest wielkim wyczynem. W naszym przypadku 2t/ha będą sukcesem.
Pojawił się też pomysł ekologicznego chowu kur- te i tak już są- ale może warto to skomercjalizować. Pogubiłam się jednak czytając rozporządzenia. Wynika z nich , że jajka można sprzedawać jedynie do pakowali jaj lub hurtownika z uprawnieniami- ale podejrzewam wtedy to się na tym nie zarobi. Wolałabym sama zostać od razu producentem i pakowalnią w jednym. Czeka mnie jednak problem typowy dla polskiego rolnika w takim przypadku- produkt w pełni ekologiczny, zdrowa żywność, ale wymogów formalnych się nie spełnia więc swoje super jajka można co najwyżej sprzedać na targu w cenie jajek z chowu klatkowego z Tesco. Albo spełni się część wyrobów i jajka można sprzedać hurtownikowi z certyfikatem w tej samej cenie. A później takie jajka z oznaczeniem „0″ – chów ekologiczny (to najwyższa ketgoria, za nią jest wolny wybieg, później już kury co trawy nie widziały) można kupić w ekskluzywnym sklepie ze zdrową żywnościa w cenie 10 zł za 6 sztuk. A jaką cenę uzyskał ten drobny, ekologiczny producent przy sprzedaży? Podejrzewam, że nie więcej niż 20 groszy za jedno cudo. I mam nadzieję, że sama się nie przekonam. A nawet jeśli spełnię wymogi, będę certyfikowaną pakowalnią- to kto kupi ode mnie te jajka?
Gdybym ja żyła wyłącznie ze swoich kilku marnych hektarów to pewnie szukałabym sznurka, krzesła i lampy. No, chyba, że byłabym w pełni ubepzieczona od skutków powodzi. Na szczęście nie jest to moje jedyne źródło utrzymanioa- kiedyś mam nadzieję będzie bo super byłoby udowodnić, że nawet w Polsce rolnictwo jest opłacalne i można nieźle na tym wyjsć. Ale nie jest źle – domu mi nie zalało, pola już tak. Z ziemniaków drugi rok z rzędu zbiore mniej niż wsiałam. Z warzyw przetrwa sałata bo była na górce. Pszenica wygląda bardzo marnie. Ale, ale. Gazeta Wyborcza w swoim artykule pociesza- żywność nie powinna zdrożeć. Bo ceny zależą od rynku europejskiego oraz swiatowego. Naprawdę współczuję tym, co mają wiele hektarów. Nie dośc, że zbiorą mniej zboża gorszej jakości to jeszcze dostaną za to góra tyle co w ubiegłym roku. Warzywa jednak już mocno drożeją, bo – mam nadzieję – nie sprowadzamy np wspomnianej sałaty z Hiszpanii. Wzrost cen widac na targach, pytanie tylko czy jest to krótkotrwała spekulacja czy trwały wzrost (nie wydaje mi się). Szkoda, że już nie jesteśmy spichlerzem Europy jak kiedyś. Kiedy to było? XVI wiek? Jeśli każdy kraj powinien się spejalizować w tym co potrafi robić najlepiej i do czego ma odpowiednie warunki to u nas powinno być rolnictwo. Ale nasze rolnictow zatrzymało się z rozwojem w XVI wieku,
Ja jestem -kapitalistą, mam centrolewicowe poglady i w pełni popieram wolny rynek. Ale tak zdroworozsądkowo. Rolnictwo to jednak strategiczna gałąź gospodarki i należy ją chronić i dodać do polityki nute protekcjonizmu. Nie chcę, zeby prezydentem był Lepper- człowiek o inteligencji poniżej przeciętnej i nie znajacy się na niczym patrząc przez pryzmat polityki. Chcę za to, żeby rozumiał polskie rolnictwo, wiedział jak działa Wspólna Polityka Rolna Unii Europejskiej, umiał walczyć o dobre miejsce polskiego rolnictwa na arenie UE. Polski prezydent powinien wiedzieć, jak wygląda polska wieś i co należy zmienić, a trzeba dużo. Nie lubie Komorowskiego, toczłowiek bez charyzmy i nigdy nie wiadomo co on tak naprawde myśli. Ma swoje plusy, ale chyba więcej minusów. Moje poglądy polityczne skłaniają mnie ku niemu, ale ze względu na kwestię rolnictwa już nie chcę się pod nim podpisać. Kaczyński na swoim wsytąpieniu każe się kłaniać nisko polskiej wsi i wtóruje mu Mojzesowicz. Wystąpienie typowo populistyczne i tendencyjne. Może nawet rozpaczliwa walka o wyborców. Ale on przynajmniej zwrócił uwagę na problem wsi. Bo przecież większość uważa, że polskiemu rolnikowi to się przelewa. KRUS nalezy zlikwidowac, zrefermowac, zrobić z nim rzeczywiście cokolwiek żeby nie pożerał tyle kasy. To jednak jedyny punkt gdzie można naprawde się przyczepić, że do rolników sie dopłaca. Ale tez nie oni- MY stworzylismy ten chory system. Uważam się za patriotę i zagłosować zagłosuję. Z przekory mam ochotę zagłosowac na Korwina-Mikke, ale to poważna rzecz a nie zabawa. Poza tym wiadomo, że tylko dwaj kandydaci wchodzą w gre i trzeba wybrac mniejsze zło. Zdecyduję się dopiero nad kartka chyba.
Musieliśmy przeprowadzić remont naszej „trzydziestki”, który mocno zatrząsł naszym portfelem…Przy zakupach pojawiło się pytanie, czy lepiej zainwestować w teoretycznie lepsze części czy kupić badziewia z Chin. Osobiście kupować części wyprodukowane w Polsce, ale nie zawsze mnie stać…I tak- przy głupich tarczach sprzęgła różnica jest ogromna. II stopień produkcji Ursus Chełmno kosztuje ponad 50 zł w jednym sklepie internetowym. W tym samym sklepie niby ta sama tarcza marki dla mnie neiznanej marki THM (WTF?) kosztuje przez pół. Zdecydowaliśmy się na Ursus i na razie nei wiem czy było warto. Rozdzielacz podnośnika to już był większy zakup i tutaj się mocniej zastanowiliśmy. Niejakiego producenta Archimedes kosztuje ponad pięcset złotych, ale w tym przypadku sentyment do matematyki zwyciężył :) Pompe olejową wymienilismy już wcześniej i może dlatego teraz zdecydowaliśmy się na lepsze produkty… Marka ładnie się nazywa- Steel Power, ale badziew nie z tej ziemi : / Pompa ładnie wyglądająca na obrazku szybko się rozpadła i pieniądze wyrzucone w błoto :/ Mogliśmy dołożyć trochę więcej i kupić porządną pompę . Nad zakupionymi drobiazgami roztrząsać się nie będę…Marzy mi się nowy ciągnik, ale finansowo to bedzie nas stac chyba w przyszłym zyciu…
I to wszystko jak krew w piach. I co mi da ta dotacja bezpośrednia? Na traktor nie wystarczy, aaa, zapomniałam, to mój zysk przecież jest z działalności rolniczej. Rzucomy jak jakiś ochlap wyrzutami sumienia Komisji Eropejskiej, że ich polityka rolna nie sprawdza się. Może sie sprawdza tam, gdzie rolnictwo nie zostało z butami w epoce kamienia łupanego. Ok, może nie przesadzajmy. Mentalnośc polskiego drobnego rolnika może wynika z braku wykształcenia i zakorzenienia się w tej chorej strukturze. Mam 1,5 ha i będę to co roku tak sobie obsiewał, nic z tego mieć nie będę, ale tak trzeba. Swoją trzydziestkę trochę podremontuję, żeby jeszcze rzępoliła po tym polu. Bo tak trzeba. A jak mi się znudzi to będzie tak sobie stało, o. I nieużytkiem będzie.Kiedyś może sprzedam, ale co ze sobą zrobię? Ani to na dom, ani na mieszkanie. Chyba, że samo pole sprzedam, dom zostawię i do miasta do pracy się pójdzie. A pole niech ktoś kupi. Aaaa, są tacy. Tacy co to wiele hektarów mają, ale tyle że hoho. I dokupują tak sobie, bogacze. A niech kupują! Mi nie wyszło, to im ma wyjść? Ha! Oni tyle, że mają te wszystkie swoje sprzęty nowoczesne, kupione za kradzione pieniądz na pewno. I po co oni tyle obsiewają? Że niby to zjedzą? A komu sprzedadzą? Nawet jak sprzedadzą to im to się przecież nie wzróci, na pieniążki unijne czekać muszą. To jakiś przekręt jest. Ja mam 1,5 ha pszenicy i tyle samo kłopotu. A oni co? Że niby 100 hektarów i mniej problemu niż ja ze swoim 1,5 ha?


